Czy zastanawiałaś się kiedyś dlaczego tak wiele osób uważa, że różnica między disco-polo a muzyką klasyczną to po prostu kwestia gustu? Tak, podam Ci konkretny przykład: przez 5 lat studiowałam muzykę a moja koleżanka nigdy nie miała z nią nic bliższego do czynienia. Mimo to koleżanka uważa, że słyszy dźwięki tak jak ja. I sama mi to powiedziała, że to co ja wykonuję a to czego ona słucha to tylko i wyłącznie kwestia gustu. I nie, nie obraziłam się, nie skrytykowałam jej, nie oburzyłam się….no rozumiem, że ona tego po prostu nie słyszy, to znaczy słyszy, ale tylko „mechanicznie”. O co więc chodzi?

Każdy z nas jako dziecko zostaje dokładnie przebadany. Specjaliści badają nasz wzrok, sprawdzają czy dobrze widzimy, czy też potrzebujemy okularów. Za pomocą badań można precyzyjnie zmierzyć konkretne wady wzroku albo stwierdzić ich brak. Oprócz tego w szkołach sprawdzają, czy rozróżniamy kolory czy też cierpimy na daltonizm albo pokrewne mu dysfunkcje postrzegania barw. I to jest wspaniałe, że o nas dbają!

A co się dzieje ze słuchem? Lekarze badają czy dziecko słyszy, jak reaguje i czy zakres słyszanych dźwięków mieści się w normie. I na tym koniec. Nikt nie sprawdza (bo nie ma takiej potrzeby, gdyż nie utrudnia to funkcjonowania) wrażliwości na dźwięki, umiejętności odróżnienia od siebie tonów. Jeśli dziecko ma z tym wyraźny problem, mówi się mu, że nie ma słuchu muzycznego i już. Nie istnieje pojęcie „daltonizmu słuchowego”. Co najwyżej można dostać w szkole słabą ocenę na lekcjach muzyki (osobiście uważam, że takie zajęcia jak muzyka, plastyka czy sport nie powinny być ogólnie oceniane, chyba że byłaby to ocena indywidualna na bazie postępów konkretnego ucznia).

Celem moich rozważań jest zrozumienie, że sam fakt posiadania zmysłu słuchu nie oznacza, że potrafimy naprawdę słuchać. Bo tak jak barwy posiadają paletę odcieni, tak dźwięki nie są jednolite. I to nie jest niczyja wina, że jeden z nas słyszy precyzyjnie a drugi nie. Każdy z nas jest przecież inny. Wiadomo, że osoba o niskiej wrażliwości słuchowej nigdy nie dorówna muzykowi ze słuchem absolutnym.

A czym jest słuch absolutny? To umiejętność ocenienia precyzyjnej wysokości usłyszanego dźwięku, zanucenia bez pomocy instrumentu konkretnych dźwięków. To słuch tak wrażliwy, że usłyszy każdy fałsz muzyczny, niedociągnięcie czy pomyłkę. To dlatego osoby ze słuchem absolutnym unikają dźwięków prymitywnej muzyki samozwańczych „muzyków”, bo ich genialny słuch nie jest w stanie zaakceptować niedopracowanego nieczystego brzmienia i absolutnie nie chodzi tu o dyskryminację kogokolwiek.

A jak to jest z mówieniem? Powiedzmy, że idziesz do logopedy aby poćwiczyć wymowę, ćwiczysz, poprawiasz, ale nie zauważasz spektakularnej różnicy. Albo chcesz mówić dźwięczniej, ale nie wiesz jak to zrobić, co to konkretnie oznacza… a może kiedy próbujesz coś zanucić to nie wiesz, czy robisz to czysto?

Mam dla Ciebie dobrą wiadomość, wrażliwości na dźwięki można się do pewnego stopnia nauczyć. Możesz nauczyć się też jak usłyszeć różnicę w barwie własnego głosu, jak zmienić jego natężenie czy jak dysponować jego wolumenem oraz wyrazem. Możesz poprawić bardzo wiele, ale zanim skoncentrujesz się na rozwoju głosu, otwórz swoje uszy. Pomogę Ci w tym, jeśli tylko tego chcesz.